Co rusz w Polsce objawia się Autorytet, rodzaj idola z piosenki „Józek, który wszystko wie”. Komu z przysłowiowej lodówki, aż do dziś włącznie, nie wyskoczył profesor Janusz Czapiński, może uważać się za outsidera, pozbawionego dostępu do wiedzy o społeczeństwie i państwie, którego jest obywatelem. W gorących fazach przed elekcją i w trakcie, aż do formalnego rozstrzygnięcia ogłoszonego przez Komisję Wyborczą, prym wodzi kilku innych wróżbitów, na czele z dr Migalskim, ze Śląska. Jest młody, stosownie arogancki, jego analizy politycznych interesów partyjnych, prawdopodobnych sojuszy krótko i długoterminowych, odkrywanie „drugiego dna” danej retoryki, oraz beznamiętny ton diagnoz wiarygodności polityki, klasy politycznej, PR-ów i wypromowanych wizerunków osób i partii, są wyrażane bez eufemizmów, bezkompromisowo, a nawet w swej obcesowej bezpośredniości niemal brutalne ( z p.w. poprawności politycznej zaprojektowanej i zaprzęgniętej przez partyjnych spin-doktorów, jako „miękka wymowa danej retoryki,etc.). Po wyborach młodzi analitycy gdzieś znikają. I na ich miejsce wchodzi zawsze ktoś w rodzaju profesora Czapińskiego. Zanim „nastał”, w roli „Józka...” częściej był obsadzany profesor Ireneusz Krzemiński. Nawet fizycznie prezentował inny styl. Z wyglądem akademika – młodziakowaty socjolog, zaangażowany w liberalny nurt opozycji demokratycznej w czasach rozpadu Polskiej Rzeczywistości Stanu Wojennego i „kontestujący” po 1989r. w niezliczonych komentarzach już wtedy nieaktualny Ancient Regime, a zaraz potem intensywny orędownik UE i koniecznego członkostwa w niej europejskiej – rzecz jasna - Polski. Język i retoryka „Gazety Wyborczej”, oraz całe środowisko polityczne wokół GW i Michnika straciło swój monopol w związku z uwikłaniem w tzw. Aferę Rywina. Profesor Krzemiński przestał zasiadać w mediach, jako rozstrzygający Autorytet. Znacznie bardziej wstrzemięźliwy, niezaangażowany w bezpośrednie podchody i walki polityczne, profesor Janusz Czapiński jest czymś w rodzaju ostatecznie już dojrzałej (na granicy wieku poprodukcyjnego), bezpłciowej i raczej dobrodusznej aplikacji eksperta Migalskiego, po wytrawieniu pewnych „chropowatości”, czy też pewnej nie całkiem skrywanej niechęci, czy nieżyczliwości tego młodego akademika. Ostatnia – i nic nie przesądzająca, zatem w stanie protekcji przed ewentualną naukową odpowiedzialnością – główna konstatacja społeczno-polityczna i diagnoza dla Polski i Polaków według stanu na dziś Mędrca Czapińskiego brzmi, cyt. za „Dziennikiem” z dn. 14.11.br.”Polacy są dziś rozczarowani rządem, ale wiedzą, że on im nie zagraża”. „Bezpłciowy”, letni ton diagnozy, sprawia, że w prognozie społecznej, jak za dawnych , dobrych czasów, dominuje rzekoma nijakość. Dla optymistów jest, że chociaż są rozczarowani, to nie ma co się lękać przyszłości. Nie zagraża nam kryzys na przykład, ewentualne drożyzny w związku z przejściem na euro, w korkach nie będziemy stali dłużej niż dotąd, będziemy Przedmurzem USA, jak wymodlimy „tarczę”, rosyjscy nieudacznicy zainstalują felerne rakiety w Kaliningradzie, z torami balistyki zakrzywionej w Irak, pojemniki z freonem na atomowych okrętach rosyjskich skażą macierzyste środowisko okrętu, jako aerozol, etc. Pesymiści mogą wyjaśniać swoje problemy z przeświadczeniem potwierdzonym naukowo, że należą do rozczarowanej większości. Jeżeli rodzina zwraca się o ratunek do psychiatry, to ów specjalista od duszy relatywizuje swoją i pacjenta postawę, że depresja pacjenta nie ma obiektywnie potwierdzonej bazy w zagrożeniach zewnętrznych. Jeżeli rząd nie zagraża Polakom, to mamy już faktycznie Nową Polskę, etc.
Zatem, Alleluja w Nowy Rok 2009.
Rząd Polski nam nie zagraża! Czy to po raz pierwszy w powojennej historii? Przynajmniej do chwili, gdy do łba przyjdzie mediom zmienić naszego zacnego „Józka, który wszystko wie”.
A, może by go tak uhonorować jeszcze medialnie? Gwiazdy tańczą na lodzie? Bezpieczniej chyba, zważywszy kruchość ewidentną ciała, poprosić, żeby pośpiewał. Nawet, gdyby fałszował, z ledwo zaznaczonego uśmiechu zdystansowanej twarzy, publiczność, telewidzowie, etc. nie domyślą się niczego. Zresztą, media potrafią głos tak mixować, że nawet stary osioł mógłby brzmieć jak Caruso!
|