Współczesność. Słowo jakże proste, chociaż dla człowieka, o fanatycznym podejściu do poprawnej wymowy i pisowni, lecz nieproporcjonalnymi zdolnościami w tychże dziedzinach, może okazać się nad wyraz trudniejsze, choćby ze względu na „szeleszczące” głoski. Ale czy to jest punktem kulminacyjnym moich rozważań? Zaczątek wstępu jasno tak zasugerował, więc czas naprawić mój niewybaczalny błąd.
Otóż współczesność, która jest ostatnią jak dotąd epoką literacką, skłania do osobistych refleksji i racjonalnych przemyśleń. Epoką literacką? Na taki błąd mogą pozwolić sobie ograniczeni, mimo że właśnie często epoka, kojarzy się tylko z literaturą. Epoka symbolizuje sztukę, wyznacza wyróżniający się odcinek historii, tworzącej zarys naszej kultury. W każdej można znaleźć różnicę, począwszy od daty jej narodzin, a skończywszy na wyrazistych ideach. Wszelakie nurty czy propagowane hasła, przeciętny student Politechniki mógłby zobrazować na jednym z wykładów, otrzymując swoistą sinusoidę. Przełomowi pomiędzy epokami towarzyszył zazwyczaj konflikt pokoleń. Niepotrzebnie odbiegam od tematu. Powyższe treści powinien znać przecież każdy, nawet słuchając piąte przez dziesiąte podczas snu, na nudnym języku polskim w szkole średniej.
Czy to romantyzm, czy pozytywizm – zakładam, że „za swoich czasów” także nazywały się współczesnością. Dopiero późniejsi, widząc zmiany, postanowili przeprowadzić „chrzest”, żeby następne, zafascynowane pokolenia, mogły „nazwać rzeczy po imieniu”. Stąd odzywa się we mnie zwykła ciekawość, jaką nazwę będą reprezentować nasze czasy? Kiedy to może nastąpić? Jak długo mam czekać, skoro jestem już trzecim pokoleniem od czasów okupacji? Chyba że nasza oś czasu ma być zbliżona do średniowiecza? Zapowiadany na niebawem koniec świata wszystko wyjaśni?
Abstrahując od wszelkich analiz wierszy i prozy czy ideologicznych myśli, chciałbym skupić swoją uwagę na stylu życia, zainteresowaniach i poglądach człowieka, które także znajdowały swój oddźwięk w przeróżnych arcydziełach, wpisanych w Curriculum Vitae polskości.
Religia. W niejednym etapie dziejów stanowiła o sile, zaś w kolejnym była potępiana. Dzisiaj rysuje się w sposób groteskowy. Dzieci, podchodząc do pierwszej komunii, swoją „jedność z Bogiem” ukazują poprzez „napalony” wyraz twarzy na widok prezentów. Nawiasem mówiąc, kiedyś zwykły zegarek wprawiał w zachwyt – dziś - jeśli dziecko nie dostanie laptopa, to „stroi różne fochy” i jest obrażone na całe miasto. Z kolei poważni, trochę już starsi wiekiem od drugoklasistów i w pełni rozumni ludzie, opierając się o różne dowody i teorie, kibicują idei, żeby wszystkie kościoły bezwzględnie pozamykać i zlikwidować. We wspólnocie Kościoła widzą nieprawidłowości, korupcje, pedofilie i inne, niesmaczne przestępstwa, a nawet nieścisłości jego działania w porównaniu z Biblią. Oślepiona, na głos zbuntowanych, jest pewna grupa ludzi w podeszłym wieku, która zamiast ołtarzu na mszy, widzi kasy ZUS, oddając znaczną sumę ze swojej renty jako składkowe, ale na tacę. W nieskończoność można by prawić o powyższym, natomiast faktem jest, że wygląda to zupełnie inaczej, niż za czasów oświecenia czy baroku.
Historyczne fakty od zawsze występowały w roli inspiracji dla ludzi, jako zalążek lepszego i godnego życia, kreowały pewien tok myślenia, utrwalały niebanalne poglądy oraz nadawały sens innowacyjnym działaniom, w postaci ich fundamentów. W dzisiejszych czasach fascynacja przeszłością osiągnęła większą wysokość, niż „emocje zenitu”. Nie może być inaczej, skoro flesze aparatu błyszczą już nawet w oświęcimskich piecach krematoryjnych, w których skromna bohaterka pozuje do obiektywu, z nadzieją, że może zostać Playmate Roku.
Przeciętne dziecko, które jeszcze nie opanowało do perfekcji czytania lub pisania, jest już oswajane z teatrem, książką, kinem lub muzyką. Niestety, ale zna już współczesne podejście do powyższych perełek ludzkiego istnienia. „Teatr dla frajerów, książka dla kujonów. Ambitne kino zostawmy dziadkom, bez efektów specjalnych nie ma kina, bez wymiotowania komedii. Bardzo lubię muzykę wpadającą w ucho, lecz jeśli się znudzi, to odwiedzę twardy dysk w komputerze kolegi”. Zgubne, ale jakie oczywiste dla wszystkich rozumowanie świata, więc nie warto dalej „brnąć pod rynnę”.
Kulawym, nierozerwalnym z balem maturalnym i polskimi obyczajami elementem jest polonez. Dlaczego w dzisiejszym polonezie, kiedy takt powinien być wykonany równo i zwinnie, dla odmiany przypomina meksykańską falę? Niegdyś, grupa ludzi na ślepo zebranych z ulicy, widzących siebie nawzajem po raz pierwszy, zrobiłaby to o stokroć lepiej. „Takich rzeczy, to nawet w Erze”.
Współczesność brzmi nudnie, zbyt zwyczajnie i „przereklamowanie”. Czy nasi wnukowie odegrają niemałą rolę w ustaleniu jej nowej tożsamości? Być może już nadszedł czas na zmiany? Staram się być obiektywnym w tej kwestii, a zaproponowałem tylko zabawę. Nie szukam rozgłosu, nie manifestuje swych racji wszem i wobec. Nie szukam przyczyn, nie próbuję zapobiegać skutkom, nic i nikogo nie oceniam. Nawet nie staram się wyciągać jakichkolwiek wniosków, ponieważ sam nie wiem, czy umiem. Zaproponowałem tylko zabawę, opierając się na kilku wskazówkach, będących tylko kroplą w morzu, acz dającym do myślenia. Zabawę, która sama w sobie jest nonsensem, jak dotycząca jej rzeczywistość. Jeśli natomiast zdecydowałeś się dalej podjąć grę, robisz to na własną odpowiedzialność, gdyż jej wyniki mogą okazać się bardziej absurdalne, niż kredyt spod szyldu Chwilówka. „Umywam ręce...” ! |