Szukaj Strona Główna   Wszystkie felietony   Kontakt   Napisz Felieton   Regulamin
Kategorie
Codzienność (258)
Kultura (53)
Media (159)
Obyczaje (214)
Ona-On (81)
Polityka (223)
Społeczeństwo (330)
Sylwetki (42)
Inne (316)
Poczekalnia (168)

Subskrypcja
Powiadamianie o nowych felietonach:


Reklama

Ostatnio komentowane
To będzie ten medal? (30-07-2010 01:31)
Ekshibicjonizm gorszy od faszyzmu! (29-07-2010 11:35)
Wirtualna randka jak z Tesco (29-07-2010 12:33)
Firma (29-07-2010 10:37)
Czas na reklamę (29-07-2010 02:12)

Zaloguj się
Login:
Hasło:
zarejestruj się

Perfumeria internetowa
Domzapachow.pl - perfumeria internetowa

Najpłodniejsi autorzy


Pokusa
Pokusa
Nie da się ukryć, że kolejna wiosna nieśmiało wdziera się w dość zmęczoną, pozimową przestrzeń.
Człowiek we wrodzony sposób dostaje większego animuszu niż zwykle. Zaczyna się ogólne poruszenie. Chyba nie jestem odosobniony w swoich spostrzeżeniach. Wystarczy się dobrze przyjrzeć. Szczególnie w tych bardziej przepełnionych ulicach i uliczkach. Lud nerwowy jest, bo i energii trochę przybyło. Niektórzy do tego świętują post co jest równoznaczne z tym, że ich indeks poirytowania jest co najmniej zdwojony. Ale to zależy co kto sobie odmówił. Człowiek taki sobie wychodzi z dusznego domu i łapie powietrza w płuca. Lekko jest. Bardziej dociekliwi to i użyją więcej zmysłów. I co ? Pachnie też jakoś inaczej. Może spacer ? – pomyśli sobie. A ja sobie ostatnimi czasy pomyślałem o porządkach. Chociaż znaczenie „porządek” dziwnie brzmi, jeśli ma się na myśli porządki w komputerze. No taka to nasza młodzież i Rzeczypospolita skomputeryzowana Panie Zamoyski. No i tak kopiując, kasując, przenosząc i wycinając, natknąłem się na zdjęcia sprzed lat.
Wiadomo, że jak się tak zacznie przeglądać to wspomnienia nasze w okamgnieniu budzą się do życia. Mnie jedno z nich wyjątkowo chwyciło za serce. Pierwsze co może Wam przyjść do głowy to to, że może jakaś młoda dama na zdjęciu była. Otóż nie. Mimo, że z tym zdjęciem wiąże się pewna anegdota. Posłuchajcie.
W szkole jak to w szkole bywają momenty lepsze i gorsze. Do tych lepszych można zaliczyć to co miało najmniejszy związek ze szkołą, zarówno z jej budynkiem, jak i całą zawartością, która miała w zwyczaju robić wszystko wbrew naszej woli. Jednym z takich momentów gdzie uczeń odzyskiwał nadzieje na szeroko pojmowaną wolność były szkolne wycieczki. Wówczas składka pieniędzy odbywała się w zastraszająco szybkim tempie, czego nie można było powiedzieć o składce na zeszyty do prac klasowych. My wtenczas załapaliśmy się na wyjazd do Teatru Nowego im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu. Na marginesie dodam, że była wystawiana „Zemsta” Aleksandra Fredry. Prawdopodobnie repertuar teatru podwinąłby ogon gdyby wiedział w jak głębokim poważaniu ma go większość nadciągających widzów. Bo rzeczą bezsporną było to, że wszystko do chwili spektaklu było faktycznie wycieczką, a sam spektakl był formą zadośćuczynienia dla profesorów, których musieliśmy zabrać ze sobą, bo nie było innego wyjścia. Ale do rzeczy. Przyszedł ten najpiękniejszy punkt programu czyli czas wolny. Przeciętny profesor nie zdaje sobie sprawy z tego jakich można dosięgnąć celów przez całe dwie godziny. Oczywiście są tacy uczniowie, którzy w poszukiwaniu adrenaliny pójdą do restauracji po drugiej stronie ulicy, ale są też i tacy, którzy przemieszczą się nieco dalej w nadziei, żeby się tam chociaż zgubić. Psychologia takiego tłumu nakazuje tropienia silnych doznań oraz małych, słabo przędących sklepów z alkoholem gdzie właściciel wszystkim klientom dorabia wąsy. Stara, dobra metoda nakazuje wysłać, albo tego najwyższego głową, albo tego, który najszybciej przeszedł mutację głosową i odbiera telefony do ojca. My ostatecznie postanowiliśmy być bardziej wyrafinowani i dogadaliśmy się, że wchodzimy do pierwszego napotkanego lokalu. No i stało się. Długo nie trzeba było spacerować, żeby zobaczyć przed sobą zapraszający szyld. Bez wahania skręciliśmy w dość obskurną bramę i po chwili byliśmy w środku. I tutaj wielka niespodzianka. Okazało się, że lokal ten jest wyposażony w salę kinową. Wcześniej za radą kolegi poszliśmy zdezynfekować wszelkie drobnoustroje z naszych organizmów. Podczas gdy większość klasy wraz z profesorami przechylali głowy w nadziei zobaczenia trykających się koziołków, my przechylaliśmy kolejne wściekłe psy do naszych niewyrobionych gardeł. Po upływie kilku kieliszków zacząłem się nerwowo rozglądać. Mój niepokój spowodowany był wystrojem lokalu, który na pierwszy rzut oka wydawał się być nieodstający od normy, ale kilka ściennych ozdób dawało do myślenia. Impreza w najlepsze, a ja zaczynam studiować wnętrze lokalu. I co widzę ? Widzę pod sufitem szereg uformowanych prąci z gipsu, w dodatku w stanie gotowości bojowej. Widzę antyramy, a w nich monochromatyczne obrazy przedstawiające nagich mężczyzn. Też w stanie gotowości bojowej. Zerkam ukradkiem na barmana i faktycznie ten podkoszulek jest mu dość przyciasny. Zaczynam się bać. Natomiast reszta wyprawy skąpana w czerwonej barwie lamp, bawi się w najlepsze. W chwili gdy postanowiłem wszcząć proces ewakuacji, padł rozkaz o przegrupowaniu się do kina. Szybka zbiórka na bilety i nim się spostrzegłem zaczął się seans. Dodam tylko, że przed projekcją zaniepokoiły mnie rolki ręczników papierowych przy każdym fotelu, które jak się szybko okaże były wliczone w cenę biletu. Ponadto w rogu sali były rozmieszczone kabiny, które jak się szybko okaże nie służyły do robienia zdjęć paszportowych. Zaczął się film, a właściwie dwa. Bowiem ekran był podzielony na dwie części i to nie bez przyczyny. Ów podział był szalenie znaczący, gdyż bezpośrednio warunkował osobiste preferencje widza. Zgodnie z porządkiem rzeczy lewa strona była dla … A prawa strona dla tych prawych. Przeważnie film w kinie trwa półtorej godziny. Miałem kiedyś żal do reżysera „Titanica” ,że człowiek musiał przebrnąć trzy godziny męki, żeby oni się wreszcie pocałowali. Ku mojemu zdziwieniu tutaj statek tonął po upływie jednej minuty. Nie chcę wdawać się w szczegóły fabuły, bo takowa była tylko tłem właściwych wydarzeń. Nikt nie miał rozterek pod tytułem : „Czy on go pokocha ?” I co równie dziwne na końcu nie było ślubu. Nie było też żadnej tragedii, która by ich rozdzieliła na godzinę filmu. Tutaj aktorzy pod wpływem emocji sami decydowali kiedy się rozdzielą.
Ruchy posuwisto-zwrotne brylowały w najlepsze. Najbardziej tą wizytę przeżył nasz kolega z młodszej klasy, któremu nie zamykała się buzia w pierwszą stronę do Poznania. Po filmie był w stanie niewysławialnym i do dzisiaj podejrzewam jest z nim utrudniony kontakt. Część chłopaków potraktowała to jako żart, a druga część, która siedziała bliżej wielkiego, obrośniętego motocyklisty bawiła się gorzej. Nigdy chyba wcześniej, przez wszystkie lekcje w-fu nie ruszaliśmy się szybciej. Wartkie uniesienie ciała z fotela, potem skok przez motocyklistę i na „sześćdziesiątkę” do wyjścia. Wprawdzie wszyscy chcemy udać, że to była niezła przygoda to jednak na naszych twarzach gości niepokój. I tak patrząc na to zdjęcie do dzisiaj nie mogę zrozumieć jak to się stało, że żaden z nas podczas falstartu do wejścia nie zauważył neonu „Pokusa”.
MICHU
Ocena: 4,50, ilość głosów: 32, ilość wyświetleń: 501
Oceń ten felieton:

Poleć ten felieton znajomemu


Komentarze

Komentarze do: Pokusa
:) :) :)
fajna historia, ciekawie napisana, zaskakujący początek, a potem zmiana tematu, ogólnie bardzo fajny tekst:)gratulacje, 5:)
kosti
28-03-2009 07:36:17 PM

Niezle sie usmialem!
Nie jest to felieton, a zwykla anegdota. Ale wlasciwie to nie zwykla, a dobra anegdota. Za wybuch smiechu daje czysciutkie 5.
Andy Rutheford
28-03-2009 03:27:28 PM

stare,dobre,szkolne czasy
ciekawa historia opowiedziana bardzo dobrym, humorystycznym językiem, daję 5
michał z
28-03-2009 12:29:36 AM

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz do: Pokusa
Tytuł
Treść
Autor
Wpisz tekst z obrazka:

Copyright by felieton.pl 2004. InetMedia - pozycjonowanie stron www, Linki, Felietony
Felieton.pl poleca: Hotele w krakowie, Cityinfo

Ścigacze | wycieraczki aluminiowe | materace | czyszczalnie do zboża | Odzież damska