Muszę dziś dopisać zakończenie „serialu”.
Zgodnie ze słynną we wszechświecie organizacją polskiej gospodarki, choć to specyficzna jej gałąź-show-biznes (jak ironizują sąsiedzi „Polnische Wirtschaft”), czego początek był oficjalnie zakomunikowany na godz. 9 rano( z późniejszą korektą na godz. 10), faktycznie miało miejsce z niemal trzygodzinnym opóźnieniem.
Widać „parcie na szkło” miałem potężne, skoro nie posłuchałem kumpla, który mnie podwiózł, z właściwym sobie stoicyzmem towarzyszył do momentu przesłuchania, około godz. 20!
- Rozsądek podpowiada, żeby stąd spier…ć! – komentował co jakiś czas, co bardziej drastyczne przejawy pogardy Organizatora dla masowego uczestnika Imprezy, pod Orwellowskim Wezwaniem .
Zamierzałem opowiedzieć Wam, jak wyglądała rejestracja. Jak po w pełni wymiarowym (co najmniej 2 godzinnym) niezapowiedzianym spektaklu popisów sterowanej obecnością kamer „spontanicznego” entuzjazmu
dla Imprezy, inspirowanych przez energetyczną i zapoconą Panią – organizatora widowni, tłum wbił się w ciasną bramkę. Młodzież silniejsza „w łokciach” przedarła się naprzód, starsze gwiazdy in spe, przetrenowane w kolejkach PRL-owskiego Zmierzchu, starały się lepiej lub gorzej „trzymać koło” młodego peletonu. Mnie, któremu -z racji wieku, i niezmąconego rozumem przeświadczenia o własnej wielkości - wydawało się, że nie wypada przepychać się na siłę, zostało naśladować stoicyzm kolegi. Krótko mówiąc, byłem raz po raz wykluczany z kolejki przez przemoc tupetu energicznych kandydatów. Doczekałem się wreszcie swojego numerka dla talentu. Zamierzałem opowiedzieć Wam, jak wyglądało przesłuchanie. Jak po mniej więcej 9-10 godzinach, niemożliwego do przewidzenia przez uczestnika oczekiwania, Pani Bramkarz wpuściła mnie do Sali przesłuchań. Warunkiem dopuszczenia miała być zapisana przeze mnie ankieta, wraz z podkładem muzycznym w formacie audio. Wszedłem z mantrą, że nie jestem wokalistą, jak to opisałem w ankiecie komputerowej i ostatniej papierowej aplikacji tamtej ankiety. Jako talent w obu wersjach scharakteryzowałem swoje dyspozycje twórcze (autor wszystkich melodii oraz tekstów, udokumentowanych fizycznym przekazem na wymagany adres obu moich autorskich płyt, w profesjonalnych aranżacjach, z moim vocalem). Młody człowiek polecił zaśpiewać jakąś piosenkę i włączył odtwarzacz z pół-playbackiem, który mu wręczyłem przed chwilą. W połowie własnej piosenki przebudziłem się i „ni z gruszki, ni z pietruszki” usłyszałem swoją muzykę i tekst. Przez mgnienie oka lustrowałem twarze słuchaczy. Były tak samo we śnie, jak ja jeszcze przed dwiema minutami. Jak to gdzieś komentowałem, dwie minuty to więcej niż minuta. Ale jak twierdzą fizjolodzy, nawet dwie minuty to drastycznie mniej niż wymiar konieczny dla odtworzenia sił. Co więcej, zmęczenie podostre, jak powiadają ci badacze, nie da się wyeliminować w noc z soboty na niedzielę. Zaczynają się procesy stricte patologiczne: NIEDZIELA TO DOPIERO BĘDZIE PIEKŁO!
|