Student odważył się walczyć z systemem. Maj, a on, gdziekolwiek jest- na imprezie w akademiku, na grillu czy w pubie- nie tyka się alkoholu. Względy zdrowotne, przegrał zakład, próbuje wyrywać „na ekscentryka”, może chce stracić znajomych i stać się odludkiem - nie wnikam. Tak czy inaczej system się wali. A Daria z nazwiskiem po ojcu potrzebuje naszej pomocy. Konkurs jakiś chce wygrać. Ale o tym później.
Student jest obserwowany przez uprawiających bardziej konwencjonalne studiowanie kolegów w dzień i w nocy. Pełni empatii i litości organizują łapanki i akcje dywersyjne, co by człowieka, co to najwyraźniej na życiowym zakręcie się znalazł- poratować. Przyłapany zostaje na samotnym wałęsaniu się po zmroku przez kumpli, którzy z racji piątku znajdują się w swoim ulubionym stanie. Następuje krótka wymiana zdań, w której grupka przytacza całą serię przekonujących argumentów, żeby jednak skoczyć gdzieś na drinka, względnie do monopolowego i pod most się upodlić, jak za czasów liceum. Student tonem mocnym i pewnym odmawia, by trzy godziny później krokiem mocno niepewnym wygramolić się z resztą z pobliskiej speluny, radośnie poklepywany po plecach przez współbiesiadników, choć może raczej winienem rzecz- filantropów. Otwiera się nieco i daje się podejść sprytnej grupie samozwańczych terapeutów uzależnień - w tym wypadku, niezwykle groźnego, choć rzadkiego uzależnienia od trzeźwości. Student zwyczajnie kaca się bał. Najstarszy z grupy - nie metryczką, ale stażem, taki typ, co gdyby się z gorszych rodziców narodził, albo w gorszym środowisku wychował, niechybnie skończyłby pod sklepem prosząc o drobne, tonem podniosłym oznajmia, a młokosa pewnych prawideł tym łez padołem rządzących jednocześnie uczy:
- Czasem po prostu jest tak, że wyrok jest już wydany i musi zostać wykonany- ręką ucisza próbę protestu- powiem ci (uwaga będzie pointa) bardziej, niż sobotniego kaca, nie lubię tylko piątkowej trzeźwości.
A wracając do Darii. Nie znam dziewczyny, co tylko dodaje historii kolorytu. Napisała do mnie bidulka, żebym wszedł, kliknął, przecież to nic nie kosztuje. W pierwszej chwili chciałem altruistycznie pomóc, ale szybko przypomniałem sobie, że świat jest raczej brutalny i do bezinteresownej pomocy nieskory, to i ja się niepotrzebnie przed szereg wychylał nie będę. Ale jeśli ktoś zna Darię i jest to bliska jego sercu osoba - niech koniecznie się z nią skontaktuje.
|