Mea culpa! Lepiej późno, niż wcale… Niektórzy, od jakiegoś czasu, wytykali mi nadczynność… I mieli rację! Ilość przechodzi w jakość, zazwyczaj, w bylejakość!
Gdy nie wiadomo, jak zacząć, pozostaje postulat”Od początku!”…
Co się takiego stało, że zacząłem produkować felietony? Na czyje zapotrzebowanie?
Na pewno, na własne… Dlaczego?
Poruszony, oburzony, pokładający się ze śmiechu, wściekły, ironiczny, zawistny, zazdrosny, empatyczny, miłosierny, podstępny, nielojalny, niewierny, postępowy, obskurancki, reformatorski, konserwatywny, libertyński, chrześcijański, klerykalny, antyklerykalny, ksenofobiczny, naiwny, profetyczny, wylękniony, niepewny, pyszny, belferski, infantylny, radosny, etc….
Z tylu rozmaitych powodów, przyczyn, motywów, impulsów uświadomionych, jak też zepchniętych w „piwnicę” jaźni, że nawet a’ posteriori trudno mi wyrokować, „Dlaczego ja piszę felietony?".
Z drugiej strony, nie raz, nie dwa, próbowałem publikować je w mediach, w prasie codziennej i magazynach… Dotąd wygrywałem wiele konkursów literackich, miałem okazję prezentować, przed większą widownią, moje produkcje wokalno-muzyczne, etc., ale nigdy nie udało mi się dotrzeć z żadnym felietonem, do żadnej publiczności. Z wyjątkiem, mojej żony, psów Gai i Dara, kota Cezara Oktawiana Pierwszego, oraz koguta Zygfryda, jego rywali – ofiarnego uboju świątecznego - i jego ptasiego fraucymeru, na czele z główną faworytą-nioską Emilią.
Niesyty intelektualnej konfrontacji, odkryłem – może dwa, może rok temu – dobrodziejstwa Internetu!
Bez względu na to, czy sprawa dotyczyła zakłóceń perystaltyki moich jelit, czy Racji Stanu, moje refleksje, komentarze, żale, frustracje, apele, pretensje, żarty, manifesty, polemiki, hipotezy, proroctwa, bon-moty (zazwyczaj gdzieś, od kogoś zaczerpnięte), etc., mogłem ulokować w Internecie. Z przeświadczeniem, że nie tylko przysłowiowy „pies z kulawą nogą” jakoś zareaguje… Polemiką, akceptacją, agresją, minoderią, nienawiścią, afirmacją, inwektywami, etc.
Niebawem, rozjuszony własną, przez otoczenie i własny rozsądek, niemal niekontrolowaną felietonową nadprodukcją, eo ipso „od Sasa do lasa”, jeszcze nie zabrałem głosu w kwestii aborcji, dzieci nienarodzonych, zapłodnienia „In vitro”, wolnej miłości, fundamentalizmu, antysemityzmu, terroryzmu, NATO, misji w Afganistanie, czy w Iraku, tzw. afery Rywina, III i IV RP, prywatyzacji „Kolebki”, etc. Choć nawet sama próba specyfikacji zakresów, w które sam się mógłbym zaplątać, rodzi we mnie niepewność, czy faktycznie to mi się udało.
Ta pełna swoboda wypowiedzi, odpowiedzialność za słowo limitowana tylko tzw. smakiem literackim, daje szansę niestety także wypróżnienia tego, co nie donosi organizm! Czyli, czego już nie wytrzyma, bez zaburzenia równowagi dynamicznej, bez patologii! Ten „węzeł gordyjski” wolności z odpowiedzialnością , ja pragnę rozciąć przez „powrót do początków”! Co jeszcze, prócz potrzeby potwierdzenia „Ego”, przy kompletnej dezaprobacie dla wszelkich-niemal-przejawów zinstytucjonalizowanego życia społecznego w Polsce, może być dla mnie impulsem do autentycznej reakcji felietonowej? Żebym- przy tym -naprawdę spróbował pokochać bliźniego (Ciebie Czytelniku), dając mu (Tobie) zacną rozrywkę, zamiast łechtać to, co niżej? Co najniżej?
Zachęcam do dyskusji… Jest wielu bardzo zacnych felietonistów, którzy zamilkli… Może zdegustowani wyjałowieniem, które jest efektem, na przykład, w/w nadprodukcji? Henryk Pustkowski, Michu, etc… Wady swoje znam! Promować ich nie chcę! Nie marzy mi się promowanie punktu widzenia „totalnego udupienia” dowolnego punktu widzenia, czyli na moich tylko warunkach! Przecież sam staram się je uczciwie określić… Mama zawsze żartowała, cyt. „Świnią można być, ale takt trzeba mieć!”. Niech zatem będzie, że tylko ów takt mi przynosi imperatyw potrzeby na NOWY, INTERNETOWY, AUTENTYCZNIE DEMOKRATYCZNY PUNKT WIDZENIA!
|