Szukaj Strona Główna   Wszystkie felietony   Kontakt   Napisz Felieton   Regulamin
Kategorie
Codzienność (258)
Kultura (53)
Media (159)
Obyczaje (214)
Ona-On (81)
Polityka (223)
Społeczeństwo (330)
Sylwetki (42)
Inne (316)
Poczekalnia (168)

Subskrypcja
Powiadamianie o nowych felietonach:


Reklama

Ostatnio komentowane
To będzie ten medal? (30-07-2010 01:31)
Ekshibicjonizm gorszy od faszyzmu! (29-07-2010 11:35)
Wirtualna randka jak z Tesco (29-07-2010 12:33)
Firma (29-07-2010 10:37)
Czas na reklamę (29-07-2010 02:12)

Zaloguj się
Login:
Hasło:
zarejestruj się

Perfumeria internetowa
Domzapachow.pl - perfumeria internetowa

Najpłodniejsi autorzy


Sceptycyzm... sceptycyzm?
Sceptycyzm... sceptycyzm?
Felietonik ten piszę z dużą powagą, choć jego pointa jest nieco żartobliwa. A może nawet przewrotna. Pragnę zatem całą anegdotyczną sytuację obwarować komentarzem, w którym zapewne przywołuję „kilka prawd co nie nowe”, ale też [tak mi się zdaje] prawdy te są w dalszym ciągu użyteczne. Cała rzecz dotyczy komunikowania, a dokładniej czterech podstawowych praw konwersatoryjnych Gricea. Pisałem o nich swego czasu, ale dwa z nich przypomnę: „Nie mów więcej, niż należy” oraz „Mów, kiedy masz coś do powiedzenia”. Jakże często te zasady łamiemy poprzez powszechną naszą paplaninę, zasłuchanie w siebie, niedostrzeganie współrozmówcy. Jest wszakże jeden typ rozmowy, w którym te reguły podlegają jeszcze dodatkowym wzmocnieniom, bowiem nasze wypowiedzi muszą być asertywne (uchodzić za prawdziwe). To spowiedź.
Było to w czasach mitycznych, kiedy byłem jeszcze młody i nieżonaty. Trzeba się było wszakże ustatkować, a że kochałem szczerze i romantycznie (nawet ze wzajemnością) można było pomyśleć o zalegalizowaniu tego związku przed Bogiem i ludźmi. I przyszło mi się żenić. Trzeba też było dopełnić pewnych katechumenicznych warunków, bez których nie można by zamarzyć nawet o zaślubinach. Wiele ich było, wszystkie spełniłem. Musiałem wszakże mieć jeszcze trzy karteczki od kolejnych spowiedzi. Do pierwszej podchodziłem na miękkich nogach. Oj, uzbierało się grzeszków, uzbierało! Ale skruchę wyraziłem, pokutę przyjąłem, byłem autentycznie przejęty. Termin ślubu nas gonił, zatem po raz drugi do konfesjonału poszedłem za trzy dni. Jakiś mały grzeszek (może mową, może myślą zgrzeszyłem) się znalazł. No i dobrze. Ale po trzecią kartkę poszedłem w przeddzień ślubu. Piszę „po kartkę”, bo wyjątkowo cnotliwie i bezgrzesznie ten okres przeżyłem. Tak też zacząłem się plątać przed konfesjonałem (złamanie zasad Grice’a). A że grzechów to już nie mam [ na to ksiądz, że człowiek jest grzeszny z natury], a to, że jeśli są, to chyba małe („Nie tobie to oceniać, synu”), zupełnie zaplątany wyszeptałem w końcu: „Grzechem, od którego nie mogę się uwolnić, jest sceptycyzm”. Zapadło długie milczenie. Potem usłyszałem pełne zadumy słowa spowiednika.
„Sceptycyzm....sceptycyzm... Ile razy? Sam , czy z kimś innym?”
Teraz po latach widzę, że mimo niewątpliwe nasze rozejścia semantyczne mój spowiednik miał rację. Chyba sceptycyzm należy do najcięższych grzechów.
Henryk Pustkowski
Ocena: 4,65, ilość głosów: 17, ilość wyświetleń: 576
Oceń ten felieton:

Poleć ten felieton znajomemu


Komentarze

Komentarze do: Sceptycyzm... sceptycyzm?


Brak komentarzy dla tego felietonu


Dodaj komentarz


Dodaj komentarz do: Sceptycyzm... sceptycyzm?
Tytuł
Treść
Autor
Wpisz tekst z obrazka:

Copyright by felieton.pl 2004. InetMedia - pozycjonowanie stron www, Linki, Felietony
Felieton.pl poleca: Hotele w krakowie, Cityinfo

lubuskie | BizTalk | szkolenia dla pracowników | slaskie | lornetki