Żyje i pomrukuje. Piszę oczywiście o moim Whirpoolu. Już mu niczego złego nie życzę, gdyż każda jego awaria – to finansowa katastrofa dla mnie. Niech się ma dobrze i żre prąd w dalszym ciągu. W środku – gomółka sera i nikczemny zezwłok niegdysiejszego kurczęcia. Co mi tam! Może jeszcze kupię lody.
Inaczej ongiś bywało. Oczywiście były lodownie sytuowane obok spiżarni. Ale w zimie nie trzeba ich było nadmiernie zapełniać. Mrożenie odbywało się na wolnym powietrzu. Na zewnątrz za oknem zawieszone były zające i różnorodne ptactwo. Wańkowicz pięknie pisze o zasadach „dochodzenia” ( kruszenia) a to jarząbków, a to kuropatw czy bażantów. Wieszało się toto za szyjki na mocnym szpagacie. Poddane działaniu mrozu i wiatru kruszało sobie i kruszało. A kiedy już skruszało, szpagat został a ptaszyna spadała do zaspy śnieżnej. I co dalej? –pytały niedoświadczone białogłowy. „A nic” –odpowiadał Wańkowicz- „bierze się je za skrzydełka i wyrzuca”.
Mam przed sobą książeczkę „Spiżarnia wiejska obywatelska” J. Dąbkiewicza (Wilno 1938 r). I żeby moich miłych Czytelników pocieszyć zacytuję fragmencik mówiący o tym, co powinno się w takiej spiżarni znajdować.
„ Artykuły, które się w spiżarni powinny znajdować, są następujące; chleb, groch biały i zielony, soczewica, majran, czarnuszka, kmin, kalandra, jagody jałowcowe, rozmaryn i cząbr suche, bazylika, tymianek i hanyż. Mąka pszenna, żytnia i gryczana. Krupy: perłowe, jęczmienne, gryczane przecierane i proste, takież żółte i białe, owsiane i jaglane. Krochmal kartoflany, otrębi pszenne, karuk rybi i gorczyca. Ziarna konopne, mak, miód z wosku oczyszczony, cebula, czosnek, fasola biała i bob. Suszone : śliwki węgierki, jabłka i gruszki. Ryba sucha różnego gatunku.”
Poza tą rybą większość wymienianych produktów moglibyśmy z trudem wielkim dziś skolekcjonować w Herbapolu.
No dobrze – zapytacie – a co do jedzenia. A do jedzenia było w lodowni : ptactwo (jeśli nie kruszało za oknem), dziki, sarny, bekony, mięsiwo peklowne i wędzone, dojrzewała starka w piwnicy skrywano przed młodzieżą przedni węgrzyn.
Łza się w oku kręci!
Została nam dziś lodówka. W niej – jak pisałem – mizerny kurczak i puszka piwa.
O tempora! O mores!
|