Szukaj Strona Główna   Wszystkie felietony   Kontakt   Napisz Felieton   Regulamin
Kategorie
Codzienność (258)
Kultura (53)
Media (159)
Obyczaje (214)
Ona-On (81)
Polityka (223)
Społeczeństwo (330)
Sylwetki (42)
Inne (316)
Poczekalnia (168)

Subskrypcja
Powiadamianie o nowych felietonach:


Reklama

Ostatnio komentowane
To będzie ten medal? (30-07-2010 01:31)
Ekshibicjonizm gorszy od faszyzmu! (29-07-2010 11:35)
Wirtualna randka jak z Tesco (29-07-2010 12:33)
Firma (29-07-2010 10:37)
Czas na reklamę (29-07-2010 02:12)

Zaloguj się
Login:
Hasło:
zarejestruj się

Perfumeria internetowa
Domzapachow.pl - perfumeria internetowa

Najpłodniejsi autorzy


Jeśli nie musisz, nie choruj! Naprawdę!
Jeśli nie musisz, nie choruj! Naprawdę!
Pasja to wspaniała sprawa w życiu każdego człowieka. Pozwala oderwać się od codzienności, spełniać się. Dodatkowo kobiety uwielbiają mężczyzn mających jakieś hobby. W końcu nie można się im dziwić. Facet swój wolny czas będzie spędzać na odnawianiu 40-letniego Porsche, zamiast na kontrolowaniu ich wydatków. Jednak prawdziwy test czeka pasjonatów dopiero wtedy, kiedy ich zamiłowanie zacznie sprawiać problemy. I to poważne…

W ten oto sposób płynnie przechodzę do najgorszych trzech dni mojego życia. Mianowicie, po kilku skręceniach torebki stawowej podczas gry w koszykówkę pomyślałem, że dobrze byłoby coś z tym zrobić, jeśli w wieku 30 lat chciałbym jeszcze dojść do łazienki o własnych siłach. Dlatego też wybrałem się na zakupy w poszukiwaniu odpowiedniego obuwia do kosza. Mój wzrok przykuły w końcu z pozoru niezłe buty marki, której nazwy dla jej własnego dobra tutaj nie przytoczę. Muszę przyznać jednak, że te trzy paski wyglądały obiecująco.

Niestety, potem zrobiło się nieciekawie. Nadarzyła się okazja do wypróbowania nowego sprzętu. Fakt, trzymanie buta było całkiem niezłe i nie wyglądało też na to, żebym coś sobie skręcił lub naderwał. Dzień później obudziłem się z bólem nogi. Nie przeszkadzał jednak codziennych wypełnianiu codziennych obowiązków, więc, przyznam, trochę to zlekceważyłem. Po paru godzinach przerodził się jednak w uczucie towarzyszące wbijaniu do stopy rozżarzonego gwoździa, a do wieczora ból stał się jeszcze bardziej nie do wytrzymania. Chcąc nie chcąc, musiałem niezwłocznie udać się do szpitala. To była chyba najgorsza decyzja, jaką w życiu podjąłem.

Wiele słyszy się o tragicznej sytuacji polskiej publicznej służby zdrowia, ale nie da się wyobrazić tego, co tam się dzieje, dopóki nie doświadczy się tego na własnej skórze. Naprawdę. W piątkowy wieczór chciałem skonsultować się z chirurgiem, ponieważ wiedziałem, że tego, co pojawiło się na mojej nodze nie wyleczy się już maścią. Pani w budce stwierdziła jednak, że to nonsens i że sprawa ta nadaje się do lekarza rodzinnego, po czym udała się do bufetu. Na odchodnym odburknęła, że ma dość własnych obowiązków i żeby nie zawracać jej głowy.

Sprawa zakończyła się tak, że lekarz rodzinny kazał stosować pewien wątpliwej skuteczności specyfik, chociaż, dam głowę, podczas tej wizyty był bardziej niepewny i przerażony niż ja sam. Tak, jak myślałem, to tylko pogorszyło sprawę. W ostatni wieczór weekendu, kiedy nie mogłem poruszać się już o własnych siłach, zawieziono mnie do chirurga, z którym chciałem widzieć się od początku. Chirurg orzekł, że nie ominie mnie mała operacja, po czym spryskał moją nogę ciekłym azotem, a potem musiało trzymać mnie trzech dorosłych facetów, ponieważ ból towarzyszący zabiegowi był nie do wytrzymania. Po tym wszystkim powiedział, że trzeba było do niego przyjść już pierwszego dnia. A najgorsze było nie to, że miał rację, ale to, że… o zdawałem sobie z tego sprawę od początku.

Wydarzenia minionego weekendu tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że w naszym kraju wszystko, do czego dostęp mają wszyscy obywatele i reklamuje się hasłem „Dla ludu” jest po prostu… do dupy! Lista jest długa i wciąż rośnie. Zaczynając od publicznych środków transportu, a kończąc właśnie na służbie zdrowia. To już nie jest kiepski żart, ale parodia tego, co wszystkie te organizacje powinny sobą prezentować. Co gorsza, nie można się im dziwić będącego na porządku dziennym i godnego pożałowania podejścia do klienta, skoro istnieją w państwie, którego rządzący nie tylko nie szanują, ale także mają gdzieś dobro swoich rodaków.

Po tym wszystkim możecie sobie wyobrazić, co pomyślałem sobie widząc reklamę indyjskiej firmy motoryzacyjnej Tata. Na polskim rynku firma ta pojawiła się dość niedawno. Jej właściciele sądzili, że zawojuje serce przeciętnego Polaka hasłami typu: „Każdemu samochód!”, „Pojazd dla ludu!”, itp. Każdemu, kogo mózg jest większy od orzecha włoskiego, zapala się ostrzegawcza lampka na samą myśl o tego typu sloganach. Większość z nas na własnej skórze zdążyła się już przekonać, że jeśli coś jest do wszystkiego to jest po prostu… do niczego. Oczywiście, są wyjątki, ale, po pierwsze, one tylko potwierdzają regułę, a po drugie… Tata do nich nie należy. Ich samochody kupią tylko Ci ludzie, których iloraz inteligencji jest równy ptakom dodo, albo po prostu nie mają innego wyboru. W ojczyźnie tej marki to wszystko ma większy sens. Tam średnia zarobków jest śmiesznie niska, nawet, jeśli porówna się ją do naszej, a bezpieczeństwo schodzi na dalszy plan, więc karoseria wykonana z plastiku też nikogo nie zdziwi. Jeśli nie wiecie, o czym mówię, zobaczcie, jak wyglądają tamtejsze skrzyżowania.

My jednak nie żyjemy w kraju słoni, więc przeciętny Kowalski woli kupić kilkuletnie używane auto od zachodniego sąsiada, za to z dużym silnikiem, do którego i tak wrzuci instalację LPG. Nie spojrzy nawet na to, które, owszem, jest nowe, ale zarazem zaprojektowane zostało przez twórcę Pokemonów, w którym za posiadanie kierownicy i wycieraczek trzeba dopłacać, a pali mało tylko dlatego, że ma silnik z elektrycznej temperówki.

Podsumowując, kiedy w czasie trwania któregoś z licznych świąt, krewni życzą wam „przede wszystkim zdrowia”, doceńcie to! Ja także życzę tego wszystkim czytelnikom. Korzystając z okazji dodam też to, abyście nigdy nie musieli korzystać z usług publicznej służby zdrowia, żebyście nie byli skazani na grę w butach pewnej amerykańskiej marki, której nazwy nigdy wam nie zdradzę oraz tego, żebyście nigdy nie musieli jeździć jednym z tych małych indyjskich Pikachu.
KP
Ocena: 3,97, ilość głosów: 29, ilość wyświetleń: 212
Oceń ten felieton:

Poleć ten felieton znajomemu


Komentarze

Komentarze do: Jeśli nie musisz, nie choruj! Naprawdę!


Brak komentarzy dla tego felietonu


Dodaj komentarz


Dodaj komentarz do: Jeśli nie musisz, nie choruj! Naprawdę!
Tytuł
Treść
Autor
Wpisz tekst z obrazka:

Copyright by felieton.pl 2004. InetMedia - pozycjonowanie stron www, Linki, Felietony
Felieton.pl poleca: Hotele w krakowie, Cityinfo

kujawsko-pomorskie | Jeansy | malopolskie | Dmuchawy bocznokanałowe | materace