„Nie siedź w miejscu, to Cię znajdą” , tak mniej więcej, mówi się wszystkim ambitnym, młodym, obiecującym. Przyszły czasy kiedy trzeba działać, trzeba wychodzić do ludzi, nawiązywać znajomości, jednym słowem rzucać się w oczy. Już samo słowo rzucać jest jakieś „niewygodne” a co dopiero w oczy. W sumie w tym wyrażeniu wystarczy zmienić „w” na do” żeby odkryć ile jest w nim zawartej agresji Magia języka polskiego sama odsłania stan w jakim znajdują się bezrobotni młodzi ludzie w Polsce. Ci którzy nie siedzą w koncie , ale się rzucają w oczy , co tu dużo mówić mogą czuć się przegrani, bo jak się okazuje teraz trzeba rzucać się do oczu… w oczy już nie wystarczy.
W jeden z tych pięknych lutowych dni należało podbić kartę członkowską, w elitarnym klubie PUP( kolejny skrót i kolejny raz magia języka polskiego działa). Do elitarnego klubu należy co raz więcej ludzi, więc na korytarzu stojąc w długiej kolejce przestajesz czuć , że jesteś jedyny – to akurat plus całej tej farsy. W pokoju jesteś odprawiany w tempie błyskawicznym i po 5 min. żegnany słowami „ dziękuje to wszystko” – Urząd pracy – szumne i przereklamowane . Wychodzisz z podbitą kartą i czujesz ze ósmy miesiąc bez pracy znowu daje się we znaki .
Po tym jak już tak pieczołowicie hodowana wizja „ będzie dobrze” upadła, wracasz do „ wycofywania się ze społecznych zachowań” , do kombinowania skąd wziąć pieniądze, do leku przed tym co dalej, do poczucia winy, że wciąż u rodziców … a oni.... też kombinują. Atmosfera w domu napięta. Żeby jej zapobiec sprawdźmy kolejny slogan „ nie pracujesz nie trać czasu dokształcaj się!” Pomysł jak najbardziej trafiony, wiec szukamy możliwości dokształcenia i się okazuje że: w wieku 27 lat dla Unii Europejskiej jesteśmy za starzy, w tym samym wieku i 2,5 roku po obronie swojego tytułu magistra jesteśmy spaleni jeżeli chodzi o staże jakiekolwiek, szukamy szkoleń w miarę tanich – znajdujemy- dofinansowane z Unii w 80% - jesteśmy w stanie w imię lepszej przyszłości ponieść koszt 75 zł . Pytamy o szkolenie i … okazuje się że musimy być zatrudnionymi na jakąkolwiek umowę żeby móc w nim uczestniczyć, tym samym … wracamy do punktu wyjścia, jeszcze bardziej przybici i szukamy jakiejkolwiek pracy …
Kolistość życia bezrobotnego jest zaskakująca, w kółko mądre rady, wredne docinki dalszej rodziny, w kółko brak odpowiedzi z różnych firm, w kółko kombinowanie, doszukiwanie, poszukiwanie – ani chwili wytchnienia – brzmi idiotycznie, bo przecież skoro nie ma się pracy to siedzi się w miejscu i nic nie robi. Otóż błędne myślenie- przecież bezrobotny zapachem kwiatów nie żyje, musi jeść, musi pić, musi za coś żyć, wiec ma 10 miejsc z których czerpie jakikolwiek dochód, te 10 musi ogarnąć, co więcej - dobrze zorganizować sobie "prace" , o wszystkim pamiętać i nie zawalać terminów . Ci którzy są ciut uzdolnieni plastycznie i artystycznie „życie na dorywczo” nazywają free lance . Ci którzy pozbawieni są daru boskiego o nazwie „ umiejętności artystyczne” nazywani są po prostu: bezrobotni.
Stykamy się z ogromnym problemem pokolenia już przed trzydziestką sfrustrowanego, zmęczonego, zamkniętego, pokolenia bez wyboru- już nie X, poszliśmy krok dalej. Już nie wystarczy nie siedzieć w miejscu, teraz trzeba skakać do oczu , żeby po prostu godnie pracować , a może problem tkwi w fakcie, że bycie bezrobotnym po pewnym czasie zaciera umiejętność skakania i odbiera wszelką godność – a wówczas stajemy się mimo naszych wszelkich ruchów po prostu niewidzialni.
|