Pierwsze, co w ogóle zrozumiałem z całej afery hazardowej, to ogłoszony przez Zbigniewa Chlebowskiego fakt, że jej nie było. Zgadzam się z tym poglądem; gdyby była, to by nie było komisji śledczej, tylko proces przed niezawisłym sądem. W polskim parlamentaryzmie utarło się, że komisje śledcze niekoniecznie są następstwem afer, bywają zaś ich zarzewiem. Niezawisłe sądy, ba, prokurator nawet, czyli ktoś, kto decyduje o tym, czy w ogóle warto iść do sądu, wymagają otóż dowodów. Brak takowych, przy jednoczesnym woluntaryzmie, czyli chciejstwie upartych oskarżycieli, stanowi przesłankę do uruchomienia machiny śledczej na terytorium Sejmu RP: nie można nikogo zamknąć w pierdlu, ale można obrzucić błotem i ugrać na tym procenty do sondaży, wypromować Kempę tak jak wcześniej Ziobrę, no i najważniejsze - można zrobić show. Człowiek XXI wieku domaga się zaś bardziej igrzysk niż chleba, błędnie sądząc, że uczestnicy tych igrzysk walczą o więcej chleba dla mas.
Trwający przez cały 2009 rok kryzys wywołał ogromną koniunkturę na pisanie o kryzysie i walkę z kryzysem; tymczasem premier Tusk ogłasza, że w Polsce kryzysu nie było. Abstrahując od prawdy o kryzysie w Polsce, premier popisał się szczerością rozbrajającą i nietypową dla polityka. Nawet jeśli kryzysu nie było, w interesie lidera partii rządzącej, a ubiegającej się o utrzymanie władzy, jest propagowanie hagiograficznego bohaterstwa, jakim się owa partia odznaczyła zwalczając kryzys dla dobra elektoratu. Zrobiliśmy co w naszej mocy, naszkicowaliśmy plan, zrealizowaliśmy go mimo licznych przeciwności losu i kłód rzucanych przez opozycję, i proszę - oto kryzysu nie ma. To właśnie oznajmiłby rasowy polityk i nie pozwoliłby sobie udowodnić, że opowiada banialuki. Oznajmiłby, gdyby był pewien, że prawda o kryzysie długo jeszcze nie wyjdzie na jaw; szczerość Tuska może oznaczać, że po prostu nie chce on wyjść na idiotę wiedząc, że lada miesiąc tak zwany kryzys 2009 roku oficjalnie ogłoszony zostanie kaczką dziennikarską stulecia.
Pandemii świńskiej grypy również nie było, była natomiast zmowa. Rząd samej tylko Francji kupił 94 miliony sztuk szczepionek, z czego wykorzystano zaledwie 5 milionów. Międzynarodowe koncerny farmaceutyczne zamiast bawić się w uciążliwy i kosztowny marketing i sprzedawać szczepionki detalicznie po aptekach poszczególnym obywatelom, załatwiły sobie hurtowe dostawy dla rządów. Załatwienie odbyło się w sposób oczywisty, choć pewnie niemożliwy do udowodnienia. Zastanawiające, jak wielu fachowców, bo o milionach laików nie ma co wspominać, dało się nabrać na świńską grypę, podobnie jak wcześniej na ptasią, SARS, dziurę ozonową i wiele innych baśni.
Nie było i nie ma globalnego ocieplenia, choć zdesperowani ekoterroryści próbują jeszcze dowodzić, że minus 30 stopni przy gruncie w Suwałkach to zawoalowany efekt ocieplenia klimatu. Nie było broni jądrowej w Iraku. Wszystkie te drobiazgi zyskują na znaczeniu, gdy dokładnie policzymy, do jakich doprowadziły konsekwencji.
Negacjonizm to termin, który oznacza pogląd głoszący, że nie było holocaustu. Propagowanie owego "kłamstwa oświęcimskiego" jest przestępstwem ściganym z urzędu, zagrożonym grzywną lub karą pozbawienia wolności do lat 3. Negacjonizm w dziedzinie globalnego ocieplenia lub świńskiej grypy na razie jest tylko modną ekstrawagancją, podobnie jak e-papieros, którego władze chcą zakazać. Zdecydowanie bezkarnie i bezpiecznie można natomiast głosić czego lub kogo nie będzie, biorąc przykład z Francisa Fukuyamy i Krzysztofa Kononowicza, którzy to myśliciele pospołu głoszą, że nie będzie niczego.
www.maciejochocki.blogspot.com