Nie jest to poradnik, tylko felieton, który może być poradnikiem.
Na początek trzeba mieć wizję czasopisma. Jak już to osiągniemy, możemy spokojnie nazwać siebie – REDAKTOREM NACZELNYM. To jest najważniejsze, gdyż od tej pory możemy zacząć rządzić. A jest czym rządzić, bo wszystko pokrywamy z własnej kieszeni.
Do czasopisma satyrycznego „Nasza Karuzela” potrzebowałem dobrego tekściarza, czyli siebie, bardzo dobrego rysownika, czyli ciało obce; grafika komputerowego i drukarnię – to idzie zawsze w parze. Każda drukarnia ma swojego komputerowca, z którym się znają jak łyse konie. I dlatego trzeba na nich uważać!
Potem rzecz bardzo ważna marketing – czyli kto to będzie sprzedawał? Jak pismo satyryczne – wesoły tekst i rysunek, może być odwrotnie; dotyczy żywotnych problemów w wersji prześmiewczej, musi być Empik i RUCH. To jak prezydent i premier – jednojajowcy. Mogą być jeszcze inni, powiedzmy księgarnie, ale nie wszystko naraz. Dobrze mieć wyjście awaryjne.
Dźwignią i stabilnością pisma jest reklama. Poszukiwania reklamodawców do pierwszego numeru czasopisma niszowego jest stratą czasu.
W międzyczasie wykonujemy jeszcze następujące ruchy – uzyskujemy po piśmie bajeranckim zgodę Sądu; jeżeli nie ma pierwszego numeru, trzeba koniecznie wybłagać numer ISSN w Bibliotece Narodowej; zlecić geniuszowi zrobienie kodu kreskowego; i dopiero można podpisać najważniejszą umowę z kolporterem i sprzedawcą.
Teraz możemy zaistnieć na rynku, czyli pozwolić czytelnikom na wybrzydzanie.
Możemy również w ten sposób uszczuplić nasze oszczędności.
materiał źródłowy: naszakaruzela.pl